Las o Zmierzchu - www.df.glt.pl Black Metal

Aktualizacje


Aryjski Ambient

Ile razy ja już słyszałem o różnych zboczeniach i wykoślawieniach ? Sto ? Tysiąc ? A może jeszcze częściej ? Cóż, nieważne, dziś opowiem o jednym z nich, czymś co integralnie wiąże się z naszym wspólnym idolem Cuntem Chickernesem - o muzyce określanej jako "aryjski ambient". 

Nie miejsce tu oczywiście, aby opisywać historię ambientu jako takiego ( zresztą ta muzka mało kogo z czytających by zainteresowała ) warto natomiast zwrócić uwagę, na to co miało miejsce w przypadku Burzum. Varguś od początku wzbogacał swoje płyty klawiszowymi wstawkami i właściwie nikomu to nie wadziło, bo fajnie komponowało się z charakterem i klimatem pozostałych kompozcyji na zasadzie inwersji hałas - cisza. Tak było na "Burzum" "Aske" "Det Som Engang Var". Na "Hvis Lyset Tar Oss" i "Filosofem" proporcje klawiszy i metalu uległy zrównoważeniu ale to i tak było do zniesienia. Problem pojawił się później... 

"Daudi Baldrs" błyskawicznie podzieliła maniaków dokonań Varga. Część od razu machnęła na to ręką, słusznie zauważając, że to nie metal tylko klawiszowe pitu - pitu. Co więcej, ci bardziej zorientowani doskonale wiedzieli, że poziom wykonawczy tej muzyki w wydaniu Varga jest żałośnie niski. Cóż, Vikernes sam temu nie zaprzeczał, stwierdzając w jednym z wywiadów, że nigdy nie uważał, by umiał dobrze grać na klawiszach. To oczywiście słychać, i choć znalazła się grupa desperatów, którzy zachwycili się tym czymś, to może i spłynęło by to po scenie jak woda po gęsi, gdyby w Vargu nie odezwały się aryjskie ambicje. Wymęczył więc specjalne oświadczenie, w którym stwierdził, że zmienił styl, by nadać swej muzyce prawdziwie aryjskiego ducha. Bełkot ten w całości po polsku możecie przeczytać na tej stronie. 

I to chwyciło ! Sprzedaż "Daudi Baldrs" wnet podskoczyła, Grishackh jakiś czas później wymęczył drugi aryjski album - "Hlidskjalf" a w międzyczasie cała masa wariatów nagle poczuła w sobie aryjską krew, chwyciła za casio i zaczęła wymiatać prawdziwie aryjską muzykę. A że starali się jak tylko mogli upodobnić do swojego idola, więc o poziomie tej muzyki nie muszę chyba wspominać. Syf ten w ilościach hurtowych zaczął zalewać scenę mniej więcej w drugiej połowie lat dziewiędziesiątych i niestety ma to miejsce nadal. Aryjscy artyści kontynują wiekopomne dzieło Vargiego, tłumacząc przy okazji różnych wywiadów, że kultywują dzieło "białych, europejskich kompozytorów muzyki klasycznej". Tak to Wagner ( do bólu ruchany przy takich okazjach ), Mozart i List doczekali się następców w osobach osłów, którym nie wiadomo skąd przyszło do głowy, że ich wypociny mają coś wspólnego z rasą, krwią, ziemią itp. Ba, przed chwilą właśnie skończyłem czytać artykuł, w którym "Daudi Baldrs" awansuje do roli "podniosłego i monuementalnego wagnerowskiego dzieła". W takich momentach mózg staje... 

Chyba nie muszę dodawać, że polska scena nie mogła nie na to wszystko nie zareagować. Beztalenć u nas nie brak, zaś tu pojawiła się wyjątkowa okazja, kiedy przy minimalnym wkładzie i jeszcze mniejszym talencie można nagrać coś, co nie bacząc na poziom wykonawczy będzie miało przydomek "aryjski". Pogańsko aryjskiego ambientu na scenie mieliśmy ( i niestety wciąż mamy ) aż za dużo. Nazw nie będę wymieniał, bo nie mam zamiaru robić reklamy ludziom, którzy tworzą to całe klawiszowe cieciostwo. 

Oczywiście, ludzie zajmujący się prawdziwym ambientem patrzyli na to wszystko z przymrużeniem oka, kiedy jednak okazało się, że twórczość naszych aryjskich wirtuozów nie ogranicza się jedynie do klepania symfonii w pamięci swych komputerów, ale że ten cały śmieć wydawany jest na płytach, sprawy się zmieniły. Jeden z ludzi prowadzących firmę z muzyką elektroniczną powiedział mi kiedyś, że jeżeli na przysłanej płycie widzi jakieś pogańskie symbole a w tytułach podobne cuda niewidy, wie już, że płytę jak najszybciej należy wywalić, bo jeszcze nie daj Szatanie, ktoś posłucha i mu zaszkodzi. 

 / Darklich /

Powrót do strony głównej

Black Metal & Dark Poetry Sui-Site