Las o Zmierzchu - www.df.glt.pl Black Metal

Aktualizacje


Mystic Fest 2002

Jechałem, przynam od razu, z niezbyt pozytywnym nastawieniem. W odróżnieniu do poprzednich edycji, tym razem miało być mało black metalu, dużo life metalu i równie dużo gey metalu. Ogólnie syf. 
Dojazd do Katowic jak wiadomo do najlepszych nie należy. Sam wybór miejsca to jednak wielka pomyłka. Spodek, dobre miejsce na wielkie koncert ( Slayer, Iron Maiden, Genesis ), nigdy nie sprawdzał się jezeli chodzi o koncerty średniego typu. Na dodatek jeszcze ilość przybyłych... Ale o tym za chwilę.
Oczywiście, co już w tym kraju jest tradycją, przybyłych wpuszczono ponad godzinę później niż początkowo zapowiadano. No ale tego można się było spodziewać. Choć widziałem młodziaków, którzy dowiedziawszy się, że nie będą wpuszczeni zaraz, kleli wszystko na czym ten świat stoi. Szczególnie dobił mnie metal w bluzce Slipknot (Sic !), który groził, że zarząda zwrotu pieniędzy. Życzę mu powodzenia...
Po wejściu oczywiście pierwsza reakcja - pusto ! Na mój gust ( matematykie najlepszym nie jestem ) było tam ok. 500 - 600 osób. Oczywiście, wiadomym było, że to jeszcze nie wszyscy, ale każdy kto był kiedyś w Spodku, wie o co mi chodzi. W sumie było coś ponad 1500 maniaków.
Wiara weszła i sącząc piwa siedziała i czekała. Pusto, nuda... W pewnym momencie ( sorry, nie pamiętam dokładnie godziny ) na scenę weszło Frontside ! Co oni tu robią ?! Nie było ich w rozpisce ? Niespodzianka ? Rzygam na takie niespodzianki. Zresztą podobnie zareagowała publiczność, w większości wygwizdując hardcore'owców z Sosnowca. Poleciały też fucki i inne oznaki specyficznie pojmowanej "symaptii" do zespołu. Na plus Frontside muszę przyznać, że frontman potrafił zareagować i rzucił w pewnym momencie, że zaprasza do dyskusji po koncercie, co może zgasiło paru zapalczywych wojowników. Mi nawet nie oto chodzi, czy ktoś lubi Frontside, ale ich obecność na takim festiwalu to nieporozumienie ! Pograli pół godziny i zeszli ze sceny, zostawiając niesmak i publiczność mocno niepewną tego co będzie dalej. 

Znowu długaaaaaśna przerwa i na scenie pojawia się norweski Myrkskog. "Deathmachine", ich debiut z 2000 to płyta łącząca technikę i pomysły a'la ówczesny Emperor z niezbyt przekonywującym life metalem. Na płycie nawet da się tego słuchać, choć o czyms wspniałym bym nie mówił. Tutaj, na koncercie dały o sobie znać kwestie techniczne. Dźwięk zlewał się w jedno, a wokal był jakby go nie było. Jako metalowy ortodoks muszę przyczepić się do zachowania Norwegów. Zero szaleństwa, statyka - tyle na ten temat. Zagrali chyba z siedem kawałków, zarówno nowych jak i starych, ale kiepska jakość uniemożliwiała mi dokładne stwierdzenie szczegółów. Na pewno był tytułowy utwór z debiutanckiego krążka, zresztą też nienajlepiej zagrany.

Wiadomość o tym, że Scarve i No Return nie wystąpią nie poprawiła tu niczego, wręcz przeciwnie. Robiłem sobie na apetyt zwłaszcza na No Return. Teraz okazało się, że przez problemy graniczne nie wystapią.

Byłem więc zdrowo wkurzony, kiedy rozpoczynał się koncert gey metalowego Sinergy. Jak się ma w zespole dwie panienki, to teoretycznie powinno być chociaż na co popatrzeć. A tu sklep mięsny - same pasztety. Do tego najprymitywniejszy power geyvy metal ( metal ?) z cukierkowymi solówkami Laiho ( Cioten of Bodom ). Grali długo, a pewnie graliby jeszcze dłużej, bo chcieli wyjść na bis, ale organizator nie pozwolił. Takie jaja. Publiczność, co ciekawe, przyjęła tych frajerów bardzo dobrze. Ich kawałki śpiewali ci sami ludzie, którzy jeszcze niedawno gwizdali na Frontside. 

Fińskie gwiazdory, którym nie pozwolono zagrać na bis, zapowiedziały Sinister. Wreszcie coś dobrego ! Death metal i to ten pierwszej wody. Czad, energia i moc. Potęga. Nie jestem obcykany w dyskogarfii, ale wychwyciłem "Sadistic Intent"i "Bastard Saints". Sporo grali z nowego albumu, chyba zresztą całkiem niezłego. Klasa ! Niestety, nie wszystko było idealnie. Po pierwsze rozstawianie bębnów pod koniec koncertu to komrpromitacja. Ci co byli wiedzą o co mi chodzi. Drugi, zasadniczy zarzut to czas trwania: skończyli po pięciu kawałkach ! I to zostawię bez komentarza. Ale poza tym dodam, że ten drugi już występ Sinister na Mystic festiwal wypadł równie dobrze jak na ubiegłej edycji.

Po Sinister za scenę wyszli Nile. Kolejny dobry koncert. Cholera, nie sądziłem, że tak będę chwalił deathowców, ale co zrobić ? Znakomita gra, świetny show, pełne zawodostwo. Amerykanie na to mówią "profesional". I tak tu było. Do tego wybór kawałków. Bez zarzutu. Zarówno nowe jak i stare jak "Serpent Headed Mask", "Barra Edinazzu" czy "Defiling The Gates Of Ishtar" jak i nowe, które postaram się niedługo poznać lepiej. No ale wracając do koncertu. Kontakt z publicznością to coś, co takim zespołom jak Nile różnie wychodzi. Także i tu nie zawiedli. Radość grania i to przez cały czas. Świetne brzmienie. Pierwszy z dwóch najlepszych koncertów tegorocznego Mystic fest.

Po nich koncert Gamma Gey jakoś mnie nie wciągnął. Posłuchałem chwilę, zdania nie zmieniłem i poszedłem na piwo. Od znajomych, którzy słuchają takiej muzyki, słyszałem, że było nieźle. Możliwe.

Po gey metalowcach miał być koncert marzeń. Było MayheM, był Emperor czas na Satyricon. Może za rok Burzum ? Skład mocno poszerzony ( sześć osób ), nowa płyta... Oczekiwań było sporo. Możliwe, że za dużo. Bo to nie był dobry koncert. Nie był też zły. Był nijaki. Kilka fajnych, starych "hitów" - "Nemesis Divina" czy "Dominions Of Satyricon" albo finałowe "Mother North" to trochę za mało jak na takie gwiazdy. A nowe kawałki okaząły się rozczarowaniem. Ludzie stali a wielu uszom nie wierzyło. Plotki o zdradzie Satyricon okazały się prawdziwe. Kiedy usłyszałem większość materiału z nowej płyty, potwierdziło się to w pełnej rozciągłości. Do tego potwierdziło się, co słyszałęm już wcześniej, że Satyr na koncertach jest kiepski. Na Posericon postawiłem krzyżyk. Odwrócony, ma się rozumieć.

Na szczęście finał okazał się zabójczy. Coś koło 21.30 na scenie pojawiły się kłęby dymu, spoza których widać było okładkę "Violent Revolution". Pierwsze dźwięki gitary szybko przeszły w "Patrairch". Świetny rockowy początek w starym, dobrym stylu. Kreator. Słychać już od początku, że jakość brzmienia tak jak Nile - czyli świetna. I już do końca było super. Znakomite kawałki, znakomity show, znakomity zespół i znakomita publiczność - wszystko co powienien mieć świetny koncert. Przykłady ? "Reconquering The Throne" , "Extreme Aggression", "People Of The Lie", "Phobia", "All Of The Same Blood" , "Servant In Heaven, King In Hell", "Renewal", "Terrible Certainty","Betrayer", "Under The Guillotine" , w końcu "Terror Zone", "Flag Of Hate" i "Tormentor" na bis. Może nie do końca w tej kolejności, ale chyba te tytuły powiedzą coś wszystkim zainteresowanym. Szkoda, że nie wszyscy mogli zostać do końca, ale niestety, PKP nas nie rozpieszcza. Dodam jeszcze zabawę z polską flagą we "Flag of Hate" czy kręcenie przez Mille reakcji polskiej publiczności z myślą o nadchodzącym DVD. Trudno narzekać. 

Jak podsumować III Mystic Festwal ? Dobre fragmenty ( Nile, Sinister czy Kreator ) ale całościowo porażka. Kiepskie miejsce ( chyba, że ktoś liczył, że za tę cenę zjawi się tu osiem tysięcy ludzi ? ) i ewidentne wpadki organizatorów. Kiepska konferansjerka Jarka S. a właściwie jej brak zasługuje na negatywne wyróżnienie. Death metal wygrał tym razem z blackiem, którego reprezentanci ( Satyricon i po części Myrkskog ) zawiedli. Ewidentne pomyłki ( Frontside ) i długie przerwy to kolejne minusy. Myślę jednak, że za rok będzie lepiej. Oby była hala, oby był black metal. Oby byli ludzie. 

See you next year !

 / Darklich /

Powrót do strony głównej

Black Metal & Dark Poetry Sui-Site